<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	>
<channel>
	<title>Komentarze do wpisu 'Szczyty Tatr'</title>
	<atom:link href="http://www.kakolm.com/comments/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.kakolm.com</link>
	<description>Najbardziej znane szczyty</description>
	<pubDate>Tue, 07 Sep 2010 12:55:55 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.7</generator>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
		<item>
		<title>Komentarz do wpisu Mały Giewont od manuel</title>
		<link>http://www.kakolm.com/maly-giewont/comment-page-1/#comment-1</link>
		<dc:creator>manuel</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 29 Mar 2010 21:56:24 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.kakolm.com/?p=1#comment-1</guid>
		<description>Dawno, bardzo dawno temu, w marcu będąc na spacerku w Kondratowej, ot tak sobie dodatkowo wyskoczyłem na Przełęcz Kondracką (wraz ze świeżo poślubioną żoną). Idąc po pojedynczym, ale głębokim śladzie jak po stopniach, omijając z prawej strony szlak zagrażający lawinami, doszedłem na Przełęcz. Dopiero w trakcie zorientowałem się, że żona ma silny lęk wysokości. Nie zawsze on sie objawia, ale akurat jego kulminacja wystąpiła teraz. 
Na Przełęczy, szerokiej i rozległej, żona chodziła na czworakach jak piesek. W trakcie wielkiej narady z innymi przybyłymi turystami nad sposobami sprowadzenia żony na dół ustalono, że najbezpieczniejsze dla niej będzie zejście na Grzybowiec. Ponieważ gros trasy to trawers zbocza Małego Giewontu, a spadki terenu przy trawersie są z boku, a nie na wprost, co w jakims stopniu łagodzi lęk wysokosci. A potem dość wysoko pojawia się las na Grzybowcu, a w lesie lęki wysokości raczej nie wystepują. Zejście do Małej Łąki było niemożliwe - bo nie przetarte, poza tym pionowe widoki są tam na wprost. Z kolei zejście do Kondratowej było zagrożone lawinami 
Jednak trawers, (bardzo łatwy, w ówczesnych warunkach teoretycznie i praktycznie bezproblemowy) mimo świetnie utrzymanej ścieżki, w rzeczywistości był makabrą. Z powodu tego trawersu po raz pierwszy pojawiła sie u mnie siwizna. Schodzenie było tragikomiczne, albowiem żona przyklejona do trawiastego zbocza (pokrytego śniegiem) M. Giewontu z powodu lęku wysokości stosowała przedziwne kombinacje ruchów, łamańce rzekomo zabezpieczające ją przed stoczeniem sie w dół. W płaszczyźnie bądź co bądź poziomej posuwala się jak podczas taternickiego przejścia Kazalnicy. Dowlekliśmy sie do Grzybowca w zapadających ciemnościach, a tam w lesie, już w ograniczonej zamkniętej przestrzeni, żona znacznie mnie wyprzedzając pomknęła jak sarenka...   
To zimowe przejście upamiętniło mi się również z powodu nie prawdopodobnych kolorów zachodzącego słońca. Śnieg i skały w jakichś niesamowitych, jadowitych żółciach przemieszanych z fioletami. Nigdy bym nie przypuszczał, że takie nadnaturalne kolory są możliwe. Więc z jednej strony włosy stające dęba z powodu wyczynów żony, komedia jej przyklejenia się do śnieżnej ściany i posuwania się ruchem robaczkowym, i obok te nie prawdopodobne kolory. Żałowałem, że w tej sytuacji nie mogłem im poświęcić więcej uwagi i pokontemplować sobie. Zimowe przejście od Przełęczy Kondrackiej na Grzybowiec od kilku lat  jest zamknięte, szkoda. Zimą, o zachodzie słońca chętnie bym je powtórzył.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Dawno, bardzo dawno temu, w marcu będąc na spacerku w Kondratowej, ot tak sobie dodatkowo wyskoczyłem na Przełęcz Kondracką (wraz ze świeżo poślubioną żoną). Idąc po pojedynczym, ale głębokim śladzie jak po stopniach, omijając z prawej strony szlak zagrażający lawinami, doszedłem na Przełęcz. Dopiero w trakcie zorientowałem się, że żona ma silny lęk wysokości. Nie zawsze on sie objawia, ale akurat jego kulminacja wystąpiła teraz.<br />
Na Przełęczy, szerokiej i rozległej, żona chodziła na czworakach jak piesek. W trakcie wielkiej narady z innymi przybyłymi turystami nad sposobami sprowadzenia żony na dół ustalono, że najbezpieczniejsze dla niej będzie zejście na Grzybowiec. Ponieważ gros trasy to trawers zbocza Małego Giewontu, a spadki terenu przy trawersie są z boku, a nie na wprost, co w jakims stopniu łagodzi lęk wysokosci. A potem dość wysoko pojawia się las na Grzybowcu, a w lesie lęki wysokości raczej nie wystepują. Zejście do Małej Łąki było niemożliwe - bo nie przetarte, poza tym pionowe widoki są tam na wprost. Z kolei zejście do Kondratowej było zagrożone lawinami<br />
Jednak trawers, (bardzo łatwy, w ówczesnych warunkach teoretycznie i praktycznie bezproblemowy) mimo świetnie utrzymanej ścieżki, w rzeczywistości był makabrą. Z powodu tego trawersu po raz pierwszy pojawiła sie u mnie siwizna. Schodzenie było tragikomiczne, albowiem żona przyklejona do trawiastego zbocza (pokrytego śniegiem) M. Giewontu z powodu lęku wysokości stosowała przedziwne kombinacje ruchów, łamańce rzekomo zabezpieczające ją przed stoczeniem sie w dół. W płaszczyźnie bądź co bądź poziomej posuwala się jak podczas taternickiego przejścia Kazalnicy. Dowlekliśmy sie do Grzybowca w zapadających ciemnościach, a tam w lesie, już w ograniczonej zamkniętej przestrzeni, żona znacznie mnie wyprzedzając pomknęła jak sarenka&#8230;<br />
To zimowe przejście upamiętniło mi się również z powodu nie prawdopodobnych kolorów zachodzącego słońca. Śnieg i skały w jakichś niesamowitych, jadowitych żółciach przemieszanych z fioletami. Nigdy bym nie przypuszczał, że takie nadnaturalne kolory są możliwe. Więc z jednej strony włosy stające dęba z powodu wyczynów żony, komedia jej przyklejenia się do śnieżnej ściany i posuwania się ruchem robaczkowym, i obok te nie prawdopodobne kolory. Żałowałem, że w tej sytuacji nie mogłem im poświęcić więcej uwagi i pokontemplować sobie. Zimowe przejście od Przełęczy Kondrackiej na Grzybowiec od kilku lat  jest zamknięte, szkoda. Zimą, o zachodzie słońca chętnie bym je powtórzył.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
